niedziela, 27 marca 2016

Ripa Magna Corvina Tenuta Valleselle

Nazwa: Ripa Magna Corvina, Tenuta Valleselle Tinazzi
Miejsce pochodzenia: Werona, Włochy
Rodzaj: czerwone, wytrawne
Szczep: Corvina Veronese
Rok produkcji: 2014
Zawartość alkoholu: 14 %
Cena: 56 zł
Miejsce zakupu: otrzymane w prezencie w ramach współpracy z M&P
Ocena końcowa: 5,5/6


Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Wielkanocnych :) ! Mam nadzieję, że spędzacie je w gronie najbliższych przy suto zastawionych stołach. W tym szczególnym dniu, w moim domu, nie mogło zabraknąć wyjątkowego wina, które skonsumowane zostało do rodzinnego,  świątecznego obiadu. Zapraszam wszystkich na recenzję pochodzącego z Verony wina - Ripa Magna Corvina od Tenuta Valleselle Tinazzi.
 
Przede wszystkim, duże wrażenie - na mnie i moich bliskich - zrobiła elegancka i stosunkowo ciężka butelka. Idealnie nada się na prezent! Po przelaniu do kieliszka naszym oczom ukazuje się intensywnie rubinowy trunek. Jest dość gęsty i odznacza się dużą zawartością tanin. Jest to charakterystyczne dla win wyprodukowanych z tego szczepu. W nosie wyczuwalne są aromaty czerwonych owoców, przebijają się również lekkie aromaty korzenne. Ripa Magna Corvina to wino mocno skoncentrowane, po przelaniu do kieliszków dobrze jest chwilę odczekać lub uprzednio je zdekantować. W ustach wyczuwalne są aromaty owoców leśnych. Lekko wyczuwalna jest tu beczka. W tym wypadku mamy również do czynienia z bardzo dobrym bilansem kwasowości i słodyczy.
 
Muszę przyznać, że Ripa Magna Corvina to bardzo dobre wino, które idealnie sprawdzi się na wyjątkowe okazje.
Należy również dodać, że jego cena nie jest wygórowana.
 
Polecam :)

niedziela, 28 lutego 2016

Kulinarna Bologia - wspomnienia z podróży


Sztuka kulinarna stanowi ważny element każdej kultury. Historia Italii była nadzwyczaj skomplikowana. Kraj ten znajdował się pod różnymi strefami wpływów, które stale się zmieniały Znajduje to odzwierciedlenie w życiu mieszkańców Półwyspu Apenińskiego na co dzień. Republika Włoska jest państwem niezwykle zróżnicowanym, czego nie każdy jest świadomy. Gdy myślimy o kuchni włoskiej jako integralnej całości, najczęściej i najogólniej określamy ją jako domową, smaczną i sytą. Jest ona zatem wypadkową używania naturalnych składników, narodowej gościnności oraz prostoty. 

Każdy zna potrawy takie jak pizza czy pasta. Czy wiemy jednak, iż w każdym regionie przygotowuje się je na inny sposób i z wykorzystaniem innych składników? Na Południu i na Sycylii bardzo popularne jest serwowanie pizzy, która usmażona została uprzednio  w głębokim tłuszczu (wł. pizza fritta). Dużym powodzeniem cieszy się także pizza alla norma, której głównymi składnikami jest ricotta salata oraz smażone bakłażany (melanzana fritta). W daniach kuchni południowych Włoch  spotkamy często  kaszę kuskus oraz orientalne przyprawy. Jadąc na Północ, np. do Lombardii będziemy mieli natomiast okazję skosztować różnorodnych potraw, których głównym składnikiem jest ryż. Najbardziej popularny jest ryż arborio - to z jego użyciem przygotowuje się m.in. risotto.


Przy okazji tego wpisu chciałabym przyjrzeć się kuchni regionu Emilia-Romania. Stolicą regionu jest Bolonia. Miasto to, po włosku, często okrasza się takimi przymiotnikami „rossa” i „grassa” co oznacza czerwona i tłusta. Pierwsze określenie odnosi się do przeważającego koloru budynków, natomiast drugie z nich tyczy się miejscowej kuchni. Taka bowiem jest Bolonia. Wita nas wspaniałymi potrawami, które charakteryzują się różnorodnością smaków i pożywnością. Nie jest to kuchnia, którą określić można mianem "lekkiej". Na jej rozwój duży wpływ miało powstanie w mieście uniwersytetu. Jest to bowiem najstarszy uniwersytet w zachodnim świecie. Utworzony został w 1088 roku. Uczyli się na nim oraz wykładali ludzie pochodzący z różnych regionów Włoch i zakątków świata. Każdy z nich starał się wnieść coś do tradycyjnej miejscowej kuchni, co zaowocowało jej obecną formą.

To Bolonia właśnie jest stolicą tortellini, lasagne, makaronu tagliatelle, mortadeli oraz prawdopodobnie najbardziej znanego włoskiego sosu mięsnego czyli ragù alla bolognese. Kuchnia ta charakteryzuje się w dużej mierze wykorzystaniem mięsa wołowego i wieprzowego oraz makaronów jajecznych.

Z flagowym potrawami wiąże się wiele miejscowych legend. Tortellini były ponoć wzorowane na kształcie pępka pięknej bogini Wenus. Inna opowieść tyczy się natomiast najbardziej znanego jajecznego makaron – tagiatelle. Według niej stworzony on został na podobieństwo długich, kręconych włosów Lukrecji Borgia z okazji ceremonii  jej zaślubin z księciem Ferrary, Alfonso I d’Este

Oryginalny sos boloński to istna bomba kaloryczna. Przygotowuje się z wykorzystaniem mięsa wieprzowego, wołowego i cielęcego, które podsmaża się następnie na słoninie i maśle. Później doprawia się go odpowiednio czerwonym winem, pomidorami i przyprawami.


Sztandarową potrawą kuchni bolońskiej są tortellini, które wypełnia się farszem z mięsa wieprzowego, szynki parmeńskiej, mortadelą, Parmigiano Reggiano, jajkami oraz gałką muszkatołową. Podaje się je tradycyjnie w wywarze z rosołu.

Mówiąc o makaronie, nie można nie wspomnieć o zielonej lasagne bolońskiej (wł. le lasagne verdi alla bolognese), które są odmianą klasycznej lasagne. Aby uzyskać ten kolor do ciasta dodaje się drobno posiekany szpinak.

Znaną i lubianą potrawą jest także cotoletta alla bolognese. Jest to panierowany w jajku i bułce tartej kotlet cielęcy, który następnie podsmażany jest na maśle. Gotowe kotlety pokrywa się następnie cienkimi plasterkami szynki i sera parmezan, a potem gotuje się w bulionie i sosie pomidorowym.
Kuchnia bolońska to jednak nie tylko mięsne potrawy. Najbardziej znanym miejscowym deserem jest certosino di bologna. To ciasto, które przygotowuje się z wykorzystaniem owoców kandyzowanych, orzeszków pinii, migdałów, miodu, cynamonu, anyżku i czekolady. Istna rozpusta!


Bardzo ciekawą i smaczną potrawą kuchni Emilii-Romanii jest ciesząca się dużą popularnością w całych Włoszech – piadina romagnola (piada). Jest to podawany na ciepło cienki placek z mąki pszennej z różnorodnymi farszami. Piadinę określić można jako włoską tortillę.
 

czwartek, 25 lutego 2016

Food Blogger Fest VI



Kolejny "Food Blogger Fest" organizowany przez serwis ugotuj.to za nami. W tym roku - już po raz VI - blogerzy kulinarni (winiarscy!), a także wszyscy miłośnicy dobrego jedzenia spotkali się, by porozmawiać na tematy związane z kulinariami oraz wziąć udział w interesujących prelekcjach i warsztatach. Głównymi sponsorami imprezy w tym roku były marki: Hortex, Bakalland, Wedel, Tesco, Kinga Pienińska, Baziółka, Żubrówka, Grant's oraz Zott.

Z trzech paneli najbardziej zaciekawił mnie ten, który zatytułowany został "Co to jest dobry produkt? Poszukiwanie smaków prosto od człowieka". Jako eksperci, wzięli w nim udział: Tomasz Piotrowski (Cydrolot), Mike Whitney (Winnica Adoria), Kamil Baj (Pszczelarium. Pasieki miejskie) oraz Grzegorz Kwapniewski (Crazy Butcher). Panel rozpoczął się opowieściami K. Baja o produkcji miodu na terenie polskich miast. Zainicjowana w ten sposób dyskusja dotycząca jakości produktów po które sięgamy na co dzień uzmysłowiła mi, iż nie wszystko określone mianem "zdrowe" czy "bio" faktycznie, takie właśnie jest. Czy zdajemy sobie sprawę z tego, że miody zbierane na terenie Warszawy posiadają niejednokrotnie większą wartość odżywczą oraz są mniej nasycone chemikaliami, niż te zbierane w miejscach, które teoretycznie uchodzą za mniej zanieczyszczone? Czy wiemy, iż jako mieszkańcy Warszawy możemy spróbować miodów, które powstały w poszczególny dzielnicach np. na Mokotowie, w Śródmieściu lub w Wawrze. Zainteresowanych tą tematyką odsyłam do strony Pszczelarium.pl


Muszę przyznać, iż z ogromną niecierpliwością czekałam na rozmowę poświęconą polskim winom i cydrom. Wiadomo, każda pliszka swój ogonek chwali. Mike Whitney przekonywał, że praca we własnej winnicy to coś idealnego dla przysłowiowego "tatusia", który chce więcej czasu wolnego poświęcić rodzinie. Muszę przyznać - życzę mu sukcesów na drodze, którą obrał, jednakże jak słusznie zostało zauważone - w Polsce wina pochodzące z naszych rodzimych upraw i producentów będą cieszyły się mniejszą popularnością niż ich odpowiedniki z Włoch czy Hiszpanii. Sprawa jest prosta - cena. Zrozumiałe jest to, iż u nas koszt produkcji wina, ze względu na niszowy rynek i koszty produkcji, będą większe i rzutować to będzie na cenę. Jednak konsumenta interesuje najbardziej, aby zakupiony przez niego produkt był nie tylko odpowiedni smakowo i jakościowe, ale i relatywnie tańszy. Jeśli mam wybrać lepszy jakościowo i tańszy produkt z Włoch, to nie będę raczej za każdym razem odwoływać się do lokalnego patriotyzmu. Win tych z pewnością warto spróbować, ale czy będę sięgać po nie na co dzień? - raczej nie.


Lepsze szanse rozwoju wróżę natomiast producentom polskich cydrów rzemieślniczych. Niektóre cydry, które miałam okazję pić przy okazji różnych wydarzeń tematycznych, określiłabym wręcz jako znakomite. Po niektóre z nich z pewnością sięgnęłabym jeszcze nie jeden raz. Chciałabym widywać je z pewnością częściej w ogólnodostępnych sieciach dystrybucji. 

Prawdziwą perełką w czasie trwania "Food Blogger Fest" był dla mnie pokaz najnowszej kolekcji Żubrówki oraz tzw. "Blending Session" zorganizowana przez markę Grant's. 
Rodzima Żubrówka przedstawiła trzy nowe linie smakowe: aromatyczny dąb, orzeźwiający klon oraz lekką sosnę. Słodko-gorzkie Żubrówki są prawdziwymi wódkami o zawartości alkoholu 37,5%. Choć wódki zbyt często nie pijam, muszę - sama przed sobą - przyznać, iż te bardzo mi zasmakowały. Na pewno zakupię je przy najbliższej okazji (polecam szczególnie Żubrówkę Pędy Sosny).
Co do warsztatów "Blending Session" - zadaniem uczestników warsztatów było przygotowanie własnego blendu stworzonego z 4 różnych whiskey wyprodukowanych przez Grant'sa. W naszym przypadku było to: grain whisky (wyprodukowana ze słodu jęczmiennego i pszenicy) - tworzy ona idealną bazę do przygotowania własnej mieszanki. Lekko słodkawa, z delikatnym posmakiem wanilii, pozbawiona goryczy. Dodawaliśmy do niej, w różnych proporcjach, trzy różne single malt. Zabawa była przednia :)


Przy okazji wykładu dowiedzieliśmy się kilku ciekawostek związanych z wytwarzaniem whiskey:
1) im większa amplituda temperatur tym lepsza whiskey. Idealną sytuacją dla producentów byłoby gdyby w lecie temperatury dochodziły do +30, zaś w zimie do -30.
2) za kontrole whiskey w Wielkiej Brytanii odpowiedzialna jest... królowa Elżbieta II ;) W każdej destylarni rezyduje jej przedstawiciel, który sprawdza czy jest ona przygotowywana zgodnie z obowiązującymi przepisami.
3) obecny Master Blender Grants - Brian Kinsmanjest - ubezpieczony został na sumę 0,5 mln funtów. Ma on obowiązek testować ok. tysiąca próbek dziennie. Jego praca do łatwych nie należy. Musi stosować się do specjalnej diety, nie może przybywać w tych samych pomieszczeniach co palacze. Przynajmniej kilka nocy w tygodniu spędza w firmie, ponieważ panują tam odpowiednie warunki klimatyczne. Można zatem powiedzieć, że praca ciekawa, ale... pustelnicza :)
W magiczny świat whiskey wprowadzał nas Mateusz Zabiegaj.
 


Na koniec nadmienię, iż bardzo ciekawe warsztaty zostały przygotowane przez Wedla (własnoręczne ozdabianie Torcików Wedlowskich) oraz Bakalland (gotowanie wspólnie z Andrzejem Polanem i Kasią Bujakiewicz).

wtorek, 23 lutego 2016

Alceno Premium 50 Barricas Syrah

Nazwa: Alceno Premium 50 Barricas
Miejsce pochodzenia: Hiszpania
Rodzaj: czerwone, wytrawne
Szczep: Syrah 85%, Monastrelli 15%
Rok produkcji: 2014
Zawartość alkoholu: 14,5 %
Cena: otrzymane w prezencie (cena w sklepie ok. 54 zł)
Miejsce zakupu: dostępne w M&P
Ocena końcowa: 5,5/6

Na wstępnie muszę zaznaczyć, że już od dawna nie piłam już tak dobrego wina. Po przelaniu do kieliszka zobaczyć możemy piękną, intensywną czerwień. Jest to coś na co zawsze zwracam uwagę, ponieważ już na samym początku jesteśmy w stanie stwierdzić czy mamy do czynienia z winem mocnym i skoncentrowanym. 
W smaku otrzymujemy wszystko to, co Syrah ma nam najlepszego co zaoferowania - bardzo dobry balans pomiędzy strukturą tanin, a owocowym charakterem (wiśnie i czereśnie).
Alceno Premium 50 Barricas pije się z wielką przyjemnością.
Co do uwag technicznych - wino leżakowane było przez 6 miesięcy w beczkach z dębu francuskiego i amerykańskiego.

środa, 17 lutego 2016

Degustacja Nerello Mascalese w Akademii Kulinarnej Whirlpool


Choć Nerello Mascalese to bardzo stara, sycylijska odmiana winorośli w naszym kraju pozostaje słabo rozpoznawana. Sycylia, pod kątem win, kojarzy się przede wszystkim z charakternym Nero d'Avola czy przepełnioną słodyczą Marsalą. Kiedyś, na jednej z angielskich stron winiarskich, spotkałam się ze nawet ze stwierdzeniem, że gdyby Nerello Mascalese było człowiekiem z krwi i kości miałoby zapewne kompleks "młodszego brata" :)

Nerello Mascalese uprawiane jest w prowincjach Messyna i Catania. Uważa się jednak, że najlepsze winorośle pochodzą z podnóża Etny. Bogata w mikroelementy gleba wulkaniczna sprzyja ich dojrzewaniu. Szczep ten, na obszarze znajdującym się wokół tego majestatycznego wulkanu, uprawiany jest od 1543 roku. Właśnie wtedy został on wydzierżawiony plantatorom winorośli przez władcę Sycylii. Warto jednak zauważyć, iż pierwsze informacje dotyczące Nerello pochodzą z 1760 roku. Została ona wówczas opisana przez Domenico Sestini w dziele Memorie sui vini siciliani.

Eksperci uważają Nerello za winorośl szlachetną, z której tworzy się wina o wysokiej zawartości alkoholu (od 13 do 15 %). Szczep ten odznacza się dużą głębią i złożonością. Wina z niego otrzymane są zazwyczaj dobrze zbilansowane, mają wyjątkowy, szczególny aromat i dość wysoką kwasowość.

W ostatnią sobotę, na zaproszenie Akademii Kulinarnej Whirlpool miałam okazję spróbować 5 różnych etykiet:

  • Benanti Etna Rosso DOC 2013 - odznacza się przyjemnym rubinowym kolorem. Nie jest on jednak tak intensywny jak przy pozostałych, degustowanych tego dnia, winach. W smaku dość skondensowane i alkoholowe. Bardzo wyraźnie wyczuwalne taniny. Posiada delikatny posmak suszonych owoców i wanilii.
  • Benanti Nerello Mascalese Etna Rosso DOCG 2012 - wyczuwalne są w nim nuty dymne. W ustach sporo kwasowości, dobre taniny. Wino jest bardzo soczyste i świeże. 
  • Benanti Nerello Cappuccio DOCG  - bardzo podobne do poprzedniego wina, jednak smaki są w nim znacznie bardziej skoncentrowane i wyraziste.
  • Benanti Serra della Contessa 2011 - według mnie najlepsze wino wśród tych, które mieliśmy okazję degustować. W nosie przypomina inne znane włoskie wino - Barolo. W ustach wyczuwalna jest doskonała koncentracja i taniny. Do tego aromaty czerwonych owoców i przypraw korzennych. Polecam!
  • Passopisciaro Rosso Terre Siciliane IGT 2011 - wino jest zarazem charakterne i elegancie. Charakteryzuje się najlepszym kolorem ze wszystkich degustowanych win. W tej butelce zawarty jest niemal cały potencjał, który reprezentuje Nerello Mascalese. 

Nerello Mascalese bardzo złożony szczep, który przypadnie do gustu wszystkim, którzy wina sycylijskie znają i cenią. Polecam :)

czwartek, 11 lutego 2016

Wina znad Balatonu i Tokaju w Lidlu czyli powrót win węgierskich.


Od niedawna, w sklepach sieci Lidl, pojawiła się specjalna oferta win węgierskich.Wśród nich królują przede wszystkim te najlepiej rozpoznawalne przez polskich konsumentów tj. Tokaje oraz Egri. Nie jest to jednak wszystko, czego miłośnicy win mogliby się spodziewać. W ramach oferty, na sklepowych półkach, znalazł się również szeroki wybór Rizlingów i Muskatów. W sumie, 24 etykiety w cenie od 9,99 zł do 69,90 zł.



Dzięki uprzejmości Lidla otrzymałam do degustacji dwa wina pochodzące z najnowszej kolekcji: Egri Bikaver "TITI 2013, Gal Tibor (27,99 zł) oraz Tokaji Late Harvest Cuvee 2014, Royal Tokaji (27, 99 zł). Tokaj, póki co, czeka na swoją kolei. Na razie, miałam okazję spróbować "Byczej Krwi".
Zaskakujące jest to, że wino po przelaniu do kieliszka nie zachwyca barwą. Lekko rozwodniona czerwień nie kojarzy mi się z rubinowoczerwonym trunkiem, który pamiętam z wyjazdów na Węgry. W nosie alkohol dość wyraźnie wyczuwalny. Wino nadrabia natomiast smakiem. Dość konkretne, na początku dość alkoholowe,  z wyraźną nutą kwasowości. Z czasem jednak uspokaja się i odsłania swoje owocowe aromaty. Dobrze jest je uprzednio zdekatnować. 

Niebawem, (23 marca) obchodzić będziemy Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej - warto więc z tej okazji sięgnąć po wina znad Balatonu i Tokaju. 


poniedziałek, 28 grudnia 2015

Akademia Kulinarna Whirlpool - Prosecco w wersji świątecznej.



Wielkimi krokami zbliża się koniec bieżącego roku. Większość z nas, będzie zapewne obchodzić hucznie ten jakże szczególny dzień. Mam jednak nadzieję, że donośne świętowanie wynikać będzie nie tylko z ilości odpalanych fajerwerków, lecz odgłosów otwieranych butelek skrywających w środku wina musujące bądź szampana :). Na temat różnicy pomiędzy jednym, a drugim pisałam już w zeszłym roku. Dociekliwych odsyłam zatem do powstałego wówczas tekstu. W tym wpisie chciałabym jednakże opisać degustację, w której niedawno miałam okazję wziąć udział. Było to "Prosecco w wersji świątecznej", a poznawałam je na zaproszenie Akademii Kulinarnej Whirlpool. Prowadzącym warsztaty był - doprawdy, znakomity w tej roli - Marco Ghia. Miłośnikom gotowania  nie trzeba go zapewne przedstawiać. Nadmienię tylko, iż za każdym zrazem, gdy poznaję obcokrajowców mieszkających w Polsce, posiadających pasje oraz umiejętności, którymi - na dodatek - potrafią się w przystępny sposób podzielić, jestem zachwycona. A jeszcze, jeśli jest to zamiłowanie do win, Włoch oraz dobrego jedzenia.... jestem w siódmym niebie.


W przedmiotowych warsztatach wzięła udział kameralna liczba osób. Było to spowodowane zapewne terminem ich przeprowadzenia. Przypadał on, dosłownie, na kilka dni przez Świętami Bożego Narodzenia. Dzięki temu, uczestnicy warsztatów stali się nie tylko biernymi słuchaczami, lecz również czynnymi uczestnikami konwersacji na temat win, Włoch, jedzenia oraz zbliżających się Świąt. Historia Prosecco została nam przedstawiona w sposób kompleksowy - poczynając od samej koncepcji jego stworzenia, aż po chwilę gdy znajduje się ono w kieliszku. Była to jednakże nie tylko lekcja, lecz przede wszystkim luźna wymiana myśli.



Niemniej jednak, szczególnie w przypadku degustatora, trudno byłoby wyłącznie mówić o Prosecco, nie mając okazji jego skosztowania. W trakcie spotkania, w kieliszkach, pojawiło się 7 różnych rodzajów tego wina. Były to m.in.:
  • Le Manzane BRUT
  • Malibran Sottoriva sur lie
  • Malibran Gorio Extra dry
  • Pionio Le Rive
  • Le Manzane Extra Dry Millesimato
  • Malibran Millesimato

Na samym wstępie warto zaakcentować, iż słodycz w przypadku Prosecco uzależniona jest, w uproszczeniu, od oznaczenia typu Brut bądź Dry.
Chcąc ustawić je w kolejności, poczynając od tych najbardziej wytrawnych do tych najbardziej słodkich na pierwszym miejscu umieścilibyśmy Brut. Później zaś, kolejno: Extra Dry, Dry i Demi-Sec. Wbrew intuicji, Prosecco “Extra Dry” zawiera więc więcej cukru niż “Brut”. Technicznie zobrazować to można w następujący sposób:

Rodzaj
Zawartość cukru
(w przeliczeniu: gramów na litr)
Brut Nature
0–3
Extra Brut
0–6
Brut
0–12
Extra Dry, Extra Sec, Extra seco
12–17
Dry, Sec, Seco
17–32
Demi-Sec, Semi-seco
32–50
Doux, Sweet, Dulce
50+


Moim faworytem stało się, pierwsze wino zaserwowane w czasie spotkania czyli Malibran Sottoriva Sur Lie. Prosecco o bardzo atrakcyjnej prezencji i ciekawym bukiecie. Charakteryzuje się ono delikatnym, słomkowo-żółtym kolorem.  Jest przy tym delikatnie mętne. Bąbelki dość delikatne, wręcz eleganckie. W nosie dominowały zaś aromaty dojrzałych owoców i drożdży. Bardzo ciekawe doznania smakowe! Tego Prosecco nie da się porównać do żadnego z dotąd mi znanych.




Malibran Millesimato to wino gdzie słodycz, jak dla mnie, była dość mocno wyczuwalna. Szczególnie w porównaniu z pozostałymi etykietami. Wino całkiem niezłe, posiadające bardzo przyjemny aromat, gdzie na pierwszym planie wyczuwalne były nuty kwiatowe oraz owocowe, w szczególności zaś brzoskwinie oraz zielone jabłka.
Bardzo przyjemne było dla mnie również Le Manzane Brut. Bardzo dobry  bilans kwasowości i słodyczy. Owocowe i orzeźwiające. 
Do win zaserwowano nam znakomite przystawki, wśród których znalazł się, m.in. pasztet mięsno-rybny, tatar wołowy, mozarella di bufala w akompaniamencie pomarańczy, włoskie szynki oraz panna cotta z sosem malinowym na deser. Pasztet - genialny. Będę musiała zgłosić się o przepis, choć z pewnością nie dorównam Mistrzowi :)



Degustowałam na zaproszenie Akademii Kulinarnej Whirlpool.

środa, 23 grudnia 2015

Blogerskie sniadanie - IV Świąteczny Kiermasz Winicjatywy


Jutro Wigilia, spieszę więc z relacją z mojego uczestnictwa w IV Świątecznym Kiermaszu Winicjatywy w ramach którego otrzymałam zaproszenie do wzięcia udziału w "Blogerskim Śniadaniu".  Poprowadzone ono zostało przez Redaktora Naczelnego portalu - Wojciecha Bońkowskiego. Jak zwykle, na miejsce przybyłam kilkanaście minut wcześniej, by z bliska przyjrzeć się przygotowaniom oraz poznać kiermasz "od kuchni". Już przy samym wejściu stwierdziłam, że głównym wątkiem tematycznym, prócz win i jedzenia będzie literatura. Ale nie byle jaka, lecz o tematyce winiarsko - kulinarnej. Promowano dwie pozycje, które wyszły spod pióra samego Bońkowskiego tj. „50 win do 50 złotych” oraz „Chopin Gourmet”, a także „Winne Strony” od Marka Kondrata. W szczególnym zainteresowaniu  uczestników śniadania znalazła się książka zatytułowana „Suwała, Baron i inni - przepisy i opowieści”, ponieważ to właśnie niektóre z potraw zamieszczonych w tej właśnie książce przygotowane zostały przez ich autorów dla nas - uczestników świątecznego śniadania.


Do śledzia w oleju lnianym, podany w maślanej bułce z creme fraiche i ziemniakiem, zestawiony został z dwiema etykietami:  J. Charpantier Champagne Brut Tradition (ok. 89 zł) oraz Cheateau La Calisse Rose Patricia Ortelli 2014 (ok. 63 zł). Szampan wprost idealnie komponował się z tą przystawką. Okazało się, że pod śledzika nie tylko wódka pasuje. W trakzie rozmowy uraczeni zostaliśmy komentarzem W. Bońkowskiego, który stwierdził, iż w czasach kiedy po raz pierwszy napisał o takim zestawieniu został podsumowany słowami "Jak się Bońkowskiemu kończy wódka w lodówce, to śledzia szampanem popija" ;) Jak się okazuje, bardzo dobrze dobranym. Za winem różowym nie przepadam i przy każdej okazji, kiedy mam z nim do czynienia, to podkreślam. Tutaj jednak muszę przyznać, iż zaskoczył mnie bardzo delikatny, początkowo pozbawiony wyrazu smak wina. Żadnych aromatów landrynek i perfum nie uświadczyłam. Przyznaję zatem, iż całkiem przyjemnie komponowało się z jedzeniem, co skwitowane zostało słowami "charakterny śledź i delikatne wino - duet idealny".


Zakwas z buraków podany w kieliszkach do wina okazał się prawdziwym wyzwaniem przy doborze odpowiedniego wina. Bo jak tu podać płyn do płynu? Okazuje się jednak, że kwas należy równoważyć kwasem więc w tym wypadku zarówno Matua Marlbough Sauvignon Blanc (59 zł), jak i Tenuta Pederzana Lambrusco Grasparossa di Castelvetro Gibe 2014 (49 zł) świetnie się sprawdziły. Włoskie Lambrusco było dla mnie nieco zbyt słodkie, lecz lekko kwaskowaty Sauvignon Blanc urzekł mnie całkowicie w tym zestawie.


Kolejną przystawką było polskie kimchi autorstwa Aleksandra Barona. Całkiem ciekawe danie, choć nieco inne niż to które znam z chińskich restauracji. Kolejna zagłostka dla Bońkowskiego, który w tym wypadku zaproponował nam lekko naftowe w zapachu i bardzo delikatne w smaku Korenika & Moskon Sulne 2007 (111 zł) oraz Sigalas Santorini Assyrtiko 2014 (85 zł), które odznaczało się mineralnością i delikatną słodyczą. 

Wolno pieczona łopatka jagnięca została przeze mnie skonsumowana w towarzystwie Thunevin-Calvet Cotes du Roussillon L'amourette 2009 (67 zł) oraz d’Arenberg Hermit Crab Viognier Marsanne 2013 (54 zł). Przy pierwszym winie wyczuwalne były delikatne aromaty truskawek i malin. Druga obfitowała w aromaty imbiru i ananasów. 

Na deser zaserwowano nam sticky toffee pudding od Pawła Suwały. Do słodkiego deseru standardowo słodkie wina - Niepoort Moscatel Docil 2013 (65 zł) oraz G.D. Vajra Moscato d’Asti 2014, (59 zł). Win sama nie oceniam, lecz mój towarzysz stwierdził iż przypadła mu do gustu pozycja nr 2 ponieważ odznaczała się przyjemnymi nutami kwiatowymi i owocowymi.

Po Śniadaniu udałam się na kiermasz, gdzie miałam okazję spróbować kilkanaście etykiet i zaopatrzyłam się w kilka butelek na święta.




Degustowałam na zaproszenie Winicjatywy

wtorek, 8 grudnia 2015

Wedel - mikołajkowe warsztaty z Maestro Czekolady.





Swego rodzaju tradycją stają się już moje wizyty w fabryce E.Wedel, które mam okazję odbywać w ramach Mikołajek oraz Świąt Bożego Narodzenia. Udział w warsztatach, wspólnie z blogerami oraz "Wedlową ekipą", sprawia, że na jeden dzień (a ścisłej na jedno popołudnie) znów staje się dzieckiem umorusanym po łokcie - dosłownie - w mlecznej czekoladzie. Czy można chcieć czegoś więcej? Szczególnie gdy za oknem panuje nieprzyjemna aura i jest zimno i szaro? Chyba nie...? :)

Swoistym novum było miejsce przeprowadzenia tegorocznych warsztatów. Zazwyczaj odbywały się one, w mieszczącej się przy ul. Zamoyskiego Fabryce E.Wedel, jednak tym razem ugościła nas Akedemia Whirlpool, która zlokalizowana jest w Soho Factory (ul. Mińska) - miejscu, które z pewnością określić już można jako kultowe i które z pewnością wpisało się już w plan stolicy.
Warsztaty rozpoczęły się od spotkania z przedstawicielami firmy E.Wedel. Maestro Czekolady Janusz Profus, wraz z Małżonką i pomocnikami, wyjawili nam, iż w czasie warsztatów przygotowywać będziemy konstrukcję, która w całości wykonana zostanie z czekolady. Do jej udekorowania otrzymaliśmy produkty firmy Wedel - mogliśmy przygotować zatem dach naszej "chatki" z kultowych "Sezamków", murek z kostek "Ptasiego Mleczka" oraz "Mieszkanki Wedlowskiej", a pozostałe elementy dekoracyjne ze słodkich migdałów i czekolad. Czułam się niczym bohaterowie powieści o Willy Wonka.





W czasie spotkania przygotowywaliśmy również czekoladowe choinki, stanowiące jeden z kluczowych elementów dekoracyjnych. Okazało się, że pomysł na ich przygotowanie jest niezwykle prosty! Wystarczy nasze ulubione bakalie i orzechy (w moim przypadku orzechy i rodzynki, ale świetnie sprawdzą się również pestki dyni bądź słonecznika)połączyć za pomocą gorącej czekolady, a następnie otrzymaną masę rozsmarowywać na pergaminie. Powinniśmy, w ten sposób, przygotować sobie koła, pamiętając przy tym by za każdym razem miały one coraz mniejszą średnicę. Następnie - elementy przygotowane w ten sposób - umieścić należy na kilka minut w lodówce. Gotowe części choinki połączyć trzeba później ze sobą za pomocą ciepłej czekolady, która stanowić tu będzie doskonałe spoiwo. I już - w ten prosty sposób otrzymamy słodkie drzewka :) Patent niezwykle prosty, więc jeśli mamy w rodzinie małe dzieci to możemy taki sposób wykorzystać na wspólną zabawę w kuchni.

W ramach warsztatów otrzymałam również bardzo ciekawy przepis na:


Czekoladowy mus na dwie nuty
składniki:
  • 3 żółtka
  • 1 jajko
  • 3 łyżki stołowe cukru
  • 200 g ubitej śmietanki (30 - 36% tłuszczu)
  • pralinki E.Wedel
  • Torcik Wedlowski
  • 200 g gorzkiej czekolady lub 300 g czekolady mlecznej (lub karmelowej, białej) 
Żółtka z jajkiem i cukrem połączyć w misce na jednolitą masę. Ubijać rózgą, ogrzewając w kąpieli wodnej do temp. 80oC. Ubitą masę należy ostudzić i podzielić na 2 części. Następnie dodać do jednej porcji rozpuszczoną gorzką czekoladę, a do drugiej czekoladę mleczną. Wymieszać. Później, masy delikatnie wymieszać z ubitą śmietanką. Tak przygotowanymi musami napełnić pucharki. Wpierw nałożyć warstwę z ciemnej czekolady, później z jaśniejszej. Pozostawić na min. 2 godz. w lodówce. Całość udekorować kawałkami Torcika Wedlowskiego.





Opuszczając warsztaty dosłownie pachniałam czekoladą, co nie umknęło uwadze moich domowników. Mój domek może za piękny nie wyszedł, moje zdolności manualne wymagają jeszcze delikatnej poprawy, ale nareszcie powiedzieć mogę, że własnymi rękami zbudowałam swój pierwszy dom :) Co prawda z czekolady, ale zawsze ;)
A co nowego w Wedlu? Firma niebawem na rynek wprowadzi nowość - czekoladowe trufle. Próbowałam i potwierdzam - smakują wyśmienicie.



Udział w warsztatach wzięłam na zaproszenie E.Wedel

niedziela, 29 listopada 2015

Freixenet Cava Reserva Brut Nature 2010 - Lidl

Nazwa: Freixenet Cava Reserva Brut Nature 2010
Miejsce pochodzenia: Hiszpania
Rodzaj: białe, wytrawne
Szczep: Macabeo 40%, Parellada 30%, Xarel.lo 30%
Rok produkcji: 2010
Zawartość alkoholu: 12 %
Cena: 29,99 zł
Miejsce zakupu: Lidl
Ocena końcowa: 5/6

Kilka tygodni temu wróciłam z Hiszpanii. Niestety, szara polska rzeczywistość sprawiła, że szybko zaczęłam odczuwać skutki zmiany klimatu. Ratuję się więc jak mogę, by na nowo przenieść się w tamto miejsce - już nie ciałem, lecz mentalnie. Zajadam się więc hiszpańskim chorizo oraz popijam je cavą.... no właśnie... należy pamiętać, że jedna cava drugiej nie równa. Wciąż szukam tej, która w pełni zaspokoi moje oczekiwania i ponownie pozwoli poczuć mi się jak na Półwyspie Iberyjskim.

Kiedy dowiedziałam się, że Lidl w związku ze zbliżającymi się Świętami oraz Sylwestrem wprowadza do swojej oferty kilka nowych win musujących wiedziałam, ze muszę spróbować przynajmniej kilka spośród nieznanych mi wcześniej etykiet. Tym bardziej, że w ofercie tej pojawić się mają nie tylko bąbelki z Szampanii, lecz również m.in. z Katalonii.
 
Freixenet Cava Reserva Brut Nature 2010 odznacza się przyjemną barwą. Określiłabym ją jako delikatnie słomkową z nieznacznymi złotymi refleksami. Bąbelki dość długo utrzymują się w kieliszku.
 A co jeśli nie pojawiają się? - należy za pomocą noża porysować przez chwilę ścianki kieliszka od wewnątrz. Patent ten zaprezentował mi jeden z winiarzy w Hiszpanii. Nie wiem w czym tkwi sekret, ale działa.  :)
Wracając jednak do omawianego wina - w ustach dominują nuty jabłek i aromatów kwiatowych. Smak jest pełny i harmonijny.  Dobra kwasowość i budowa.  Wino to ma dużo świeżości i energii. Poza tym, należy zauważyć iż w tym wypadku mamy do czynienia ze świetną ceną wobec jakości, dlatego polecam to wino wszystkim miłośnikom bąbelków, którzy poszukują tańszych zamienników drogich szampanów :)
Polecam.